top of page
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 15 lut
  • 2 minut(y) czytania

Aleksander coraz częściej przechadzał ulice nocą. Wtapiał się w tłum nawet w swoim długim czarnym płaszczu. Polował w uliczkach. Między blokami. W świetle latarni.

Przestał się ukrywać. Chciał wrócić do tych czasów sprzed czterystu lat.

Padał śnieg. Ulice były białe jak ściany prosektorium. Księżyc się schował.

Z klubu dochodziło dudnienie muzyki. Przed wejściem stała gromada ludzi. Kłócili się z bramkarzem. Dużym, łysym facetem z wyglądającym spod skórzanej kurtki wytatuowanym smokiem. Na karku miał fałdy. W oczach pioruny. Chcieli wejść, ale nie mogli.

Nie w tych spodniach, facet, mówił łysy.

Idź zmień i cię wpuszczę.

Mogłeś go wpuścić, mówi drugi bramkarz.

Był niemiły.


Od kilku godzin go obserwuje. Z bramy naprzeciwko.

Przyszło dwóch żuli.

Pytają, czy mogą.

Powiedział, że nie widzi problemu.

Chcieli go poczęstować jabolem. Odmówił.

Powiedział, że nie ta czerwień.

Minęły dwie minuty, a butelka była pusta. Jakby pili wodę.

Powiedzieli, dzięki facet i poszli zostawiajac za sobą zapach pleśni i kanałów.


Łysy widzi, że się patrzy. Mimo wszystko nie podchodzi. Aleksander zastanawia się, czy się boi.

Chociaż wątpi.

Spogląda swobodnie. Jakby patrzył na znak.


Obok przechodzą dwie dziewczyny. Ubrane skąpo. Palą papierosy. Za nimi dwóch ich chłopaków. W dłoniach mają piwa. Jeden pyta drugiego, czy ma mefę. Chłopak w czapce z daszkiem wyciąga z kieszeni mały woreczek i macha koledze przed nosem. Przechodzą przez ulicę. Dziewczyny stają przed bramkarzem. Mówią, że tamci są z nimi. Że są razem. Chłopaki wyrzucają butelki do śmieci i stają obok. Łysego nie ma. Jest inny. Wpuszcza tylko dziewczyny i szczerzy się do wyższej.


Aleksander wie, że tam stoi ale się nie odwraca.

- Długo musiałem na ciebie czekać.

- Odwróć się, mówi łysy.

Odwraca się powoli. Ściąga kaptur. Patrzy bramkarzowi prosto w twarz.

Ten nawet nie drgnie. Jego niebieskie oczy nie czują strachu. Ręce spuszczone wzdłuż tułowia.

- Gapisz się od kilku godzin.

Aleksander milczy. Patrzy jak patrzył. Słyszy dźwięk deptanego śniegu.

- Kim jesteś?

- Wiesz kim.

- Lejemy go? - pyta drugi bramkarz.

- Czekaj.

- Nie wiem kim. Nie znam cię. Nie podobasz mi się.

- Nie mam ci się podobać.

- Kurwa, łysy lejemy go, czy jak?

- Czekaj! Kim jesteś?

- Mogę ci pokazać.

- Pokaż - powiedział łysy.

Aleksander odsłonił zęby. Na łysym nie zrobiło to żadnego wrażenia. Pięć sekund później jego kumpel farbował chodnik na czerwono. Łysy dalej stał jak stoi.

- Czego chcesz ode mnie?

- Pracuj dla mnie.

Komentarze


bottom of page