- Kamil Polka
- 11 sty
- 2 minut(y) czytania
- Ty mi to zrobiłeś!
- Przykro mi.
- To wszystko?
- Mi też ktoś to zrobił. Też nie chciałem.
- A co mnie to obchodzi? Co mam teraz robić? W dzień leżeć w trumnie, a w nocy mordować ludzi?
- Ty nie mordujesz. Ty walczysz o przetrwanie. Musisz jeść.
- Już to słyszałem. Ale to nic nie wyjaśnia.
- Wyjaśnia. Jesz i żyjesz, albo nie jesz i umierasz.
Musisz jeść, mówią. I co ja mam zrobić z tą informacją? Czyli już jestem tylko zwierzęciem? Drapieżnikiem, tak? Może dam się zamknąć w zoo i niech mnie karmią. Niech oni się martwią, skąd brać jedzenie.
Czekali w najciemniejszym miejscu parku. Od kilku nocy razem polują, razem marudzą, razem grabią swoje ofiary. W tym miejscu Marek dopadł Alexa i tak już zostało. Mogli być albo całkiem sami, albo w ten sposób. Razem, jeden wściekły na drugiego, drugi darzący tym samym uczuciem swoich wampirzych adopcyjnych rodziców.
Ciężko było mu się do tego przyznać, ale cieszył się, że nie jest w tym sam. W domu za dnia ma Tomka, idiotę, który nic nie kuma, któremu wydaje się, że skoro chodzi tylko o jedzenie jako tako, to nie ma w tym nic złego. Przecież lew nie jest zły, mówi. Wszyscy chcą być lwami, dodaje. Jedząc przy tym te swoje tosty z majonezem.
Alex mówi to samo. No, podobnie. Może zapytam się następnej ofiary, co sądzi na ten temat.
Słuchaj nooo bo jestem wampirem i muszę jeść. Mam nadzieję, że rozumiesz. No pewnie, gościu. Wszyscy muszą jeść. Kapuję. Nie gniewam się. Rób swoje.
Z oddali doszły ich jakieś dźwięki. Rozmowy. W innym języku. Nieznanym. Nie polowali na turystów. Z tego mogły być same problemy. Wiedza wyniesiona z wcześniejszej pracy okazała się przydatna.
- Czyli byłeś jakimś wampirzym policjantem.
- W sumie to chyba dalej jestem.
- Chyba nie.
- No tak. Wampiry też tam pracują.
- Wampiry pracują w wampirzej policji polującej na wampiry?
- No tak.
- Ciekawe.
- Wcale nie. Nuda jak cholera. Pewnie gdzieś tam przed parkiem siedzi dwóch takich znudzonych życiem gości i patrzy w park. Rano piszą raport i tyle.
- I co oni robią z takimi raportami?
- Może sobie dupska podcierają. Nie wiem, gościu.
Alex już się nie odezwał. Nawet, gdy już zaspokoili głód. Nawet, gdy Marek zaczął mu machać przed twarzą kartą z warszawskiego centrum krwiodawstwa znalezioną w portfelu swojego pokarmu.
I gdy stał pod zameczkiem kilka minut później, patrząc w okna z których zaledwie kilka dni temu sam się rozglądał, zastanawiał się jedynie, czy Bogna ucieszy się z jego przybycia.

Komentarze