top of page
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 23 lut 2025
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 28 sty

Był środek nocy, a on stał nad grobem na starym cmentarzu i wpatrywał się w ziemię. W ziemię w której pochowana była jego dawna miłość z czasów, gdy był jeszcze człowiekiem. To było ponad sto lat temu, sto lat jego niewyobrażalnych cierpień w ciągu których świat zmienił się nie do poznania, ale nie on. On trwał w tym stanie od chwili, gdy uśmiercił swoją ukochaną. Przez ponad sto lat, każdego dnia, każdej minuty żałuje, że tamtej nocy dał się namówić.

- Uczyń mnie wampirzycą. Spraw, żeby nasza miłość trwała wiecznie - powiedziała mu wtedy Zofia.

Wielki księżyc, który wisiał nad cmentarzem błyszczał tak jasno, jakby dawał mu jakiś znak. Jak gdyby chciał mu powiedzieć, że jest światło, że jest wyjście z sytuacji. Na cmentarzu była kompletna cisza, mało kto o nim wiedział i na pewno nikt nie podejrzewał, że wymyka się niepostrzeżenie, żeby postać nad grobem swojej ukochanej.

- Tak bardzo tęsknię za tobą moja miła - powiedział i ruszył w drogę powrotną do pałacu.

Gdy szedł w ciemnościach przez park, otoczony wielkimi drzewami, które w dzień nie wpuszczały nawet jednego promienia słońca między siebie, poczuł czyjeś spojrzenie. Gdzieś w tym mroku, stał ktoś i przeszywał go wzrokiem.

„To pewnie ktoś z moich ludzi” - pomyślał.

Zastanawiał się, czy będzie musiał zdradzić swoją tajemnicę, czy grupa wampirów, której przewodzi musi wiedzieć, że chciał zostać wampirem wraz ze swoją ukochaną, żeby żyć wiecznie w miłości. Czy historia takiej dramatycznej miłości nie sprawi, że w ich oczach stanie się słabszy. Może wtedy postanowiliby się mu sprzeciwić i zabić go, żeby przejąć władzę. On mógłby dołączyć do Zofii, ale wtedy, gdyby okazało się, że po śmierci nie ma nic, wszystko by przepadło. Byliby sami gdzieś w próżni i nie byłoby powrotu.

Postanowił, że zabije wampira, który go śledzi i ruszył w jego kierunku. Szedł powoli i czujnie, nie wyczuwał nikogo innego, ale nie mógł wykluczyć, że gdzieś w tych ciemnościach nie ma jeszcze kogoś więcej. Dostrzegł sylwetkę pod największym drzewem jakie najprowopomobniej było w parku. Już z daleka zorientował się, że to nie jest żaden z jego wampirów, że to ktoś inny. Przystanął i rozejrzał się dookoła. Wokół nich zebrała się mgła, której wcześniej nie było i która powodowała, że byli niewidoczni dla kogoś kto chciałby ich obserwować z daleka. Nie bał się, już od ponad stu lat nie odczuwał strachu, a ostatni raz kiedy to się stało, było gdy Zofia patrzyła na niego swoimi wielkimi niebieskimi oczami i czekała, aż się w nią wgryzie. Mimo wszystko coś poczuł, nie był to strach. „Może respekt?” - przyszło mu do głowy.

Dla zwyczajnego człowieka miejsce to i chwila w których znalazł się teraz Władimir, byłyby tak przerażające, że spowodowałyby zawał serca. Las zamarł, drzewa nie poruszały się, nie było słychać żadnego ptaka, żadnego zwierzęcia, które każdej nocy penetrowało park w poszukiwaniu przygód. Mgła zebrała się w jednym miejscu i stworzyła okrąg w którym na przeciwko siebie stało teraz dwóch wampirów.

Kiedy Władimir był już jakieś 5 metrów od obcego, przystanął i zaczął intensywnie się w niego wpatrywać. Obcy był ubrany w stary długi płaszcz koloru czarnego z czerwoną podszewką z kapturem narzuconym na głowę, który na pewno nie był z tej epoki. Spod rękawów wystawały szponiaste pomarszczone dłonie z długimi brudnymi pazurami. Twarz pod kapturem była niewidoczna, ale Władimir widział błyszczące czujne oczy spod niego, które biły okrucieństwem, którego nie był w stanie sobie nawet wyobrazić.

- A co gdybym Ci powiedział, że twoja Zofia, mogłaby powstać z tego grobu i żyć z tobą wiecznie w miłości? - powiedział obcy, bardzo powoli swoim ochrypłym, władczym i  starym głosem.

Wład milczał. Wpatrywał się tylko w miejsce w którym jest twarz obcego.

- Co gdybym powiedział ci jak to zrobić?

Nie ruszył się nawet odrobinę, stał jak zaczarowany, zanim cokolwiek powie musi zobaczyć twarz nieznajomego.

- W zamian prosiłbym tylko o mała przysługę - kontynuował obcy, a po tych słowach opuścił kaptur, żeby Władimir mógł go zobaczyć.

Minął cały wiek, ale nie zapomniał tej twarzy i mimo, że wyglądał na zdecydowanie starszego jak w chwili gdy, go przemienił w wampira, Władimir był pewien.

- To ty mi to zrobiłeś, to wszystko twoja wina!! - wystrzelił jak błyskawica, chciał wyrwać ten stary łeb z tego spróchniałego ciała i dokonać zemsty.

Nie spodziewał się, że stary wampir będzie tak szybki, tak silny i tak czujny i gdy wisiał teraz nad ziemią trzymany za szyję, pogodził się już ze śmiercią i myślał o Zofii, którą ma nadzieję za chwilę zobaczyć. Ten jednak puścił go na ziemię, założył kaptur na głowę i zanim zniknął w ciemnościach powiedział.

- Przyprowadź mi Bognę i jej brata, a ja Ci powiem co musisz zrobić, żeby Twoja Zofia powstała z grobu.

Komentarze


bottom of page