- Kamil Polka
- 7 lut
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 10 lut
Gdzieś tam dochodziły do niej jakieś pojedyncze jego słowa. Jednak nic nie warte. Znaczące tyle, co pęknięte jajo w kurniku. Trząsł się, jego oczy zdradzały wyraźnie to, co czuje. Ten drżący głos. Stał jak ten uczeń zgłaszający nieprzygotowanie.
Przed nimi.
O czym on bredzi? - myśli Bogna.
Na sali wraz z nimi, przy ścianach, stało kilka nowych twarzy. Kilka nowych par kłów. Młodzi, ubrani jeszcze w te same ubrania w których zostali upolowani i przemienieni. Ich ciekawskie oczy patrzyły wprost na nich. Szeptali między sobą. Pytali kto to jest. Ci co wiedzieli mówili, że to zdrajca. Że wrócił z podkulonym ogonem.
Jeżeli nie on, to ja to zrobię - pomyślała.
Alex zaczął się powtarzać, chyba już przekazał wszystko, co miał do powiedzenia. Jego wzrok przeskakiwał z Bogny na Borysa. Dłużej i z większą zuchwałością patrzył w jego oczy. Jakby u niego szukał zrozumienia.
Borys nie odezwał się nawet słowem. On też wie, co trzeba zrobić. Gdyby uczynił inaczej, równie dobrze tych tu zebranych mógłby puścić wolno.
Alex przyszedł, bo myślał, że w Borysie znajdzie sojusznika, że ten go zrozumie, że chyba wyjdzie do niego, przytuli go, poklepie po plecach i powie, że tęsknił.
- Źle zrobiłeś, że wróciłeś - powiedział jednak Borys.
Alex nie zrozumiał, myślał chyba, że to wszystko. Powiedział tylko szkoda i obrócił się na pięcie. Chciał wyjść. Chciał jak wcześniej wyskoczyć przez okno, które zablokowali mu nowi wampirzy kadeci.
Obrócił się do Bogny.
- Co wy robicie, przyszedłem do was z rozwiązaniem, z propozycją, jak przyjaciel, co wy wyprawiacie?
Bogna już na niego nie patrzyła. Obserwowała wszystko jakby stała na zewnątrz, jakby była w ścianach, jakby utkwiła w drobinkach kurzu.
Czterech młodzików otoczyło Alexa tak, że ten musiałby chyba rozpłynąć się w powietrzu żeby uciec.
Ich oczy skierowane na nich.
Czekali na znak.
Na rozkaz.
Kto go wyda, temu będą służyć.
Narazie nie wiedzą.
Jeszcze nikt im nie powiedział.
Skoczyli. Przykryli go swoimi ciałami. Szarpali jak dzikie zwierzęta. Jak głodna wataha wilków zagubioną owcę. Krew ciekła między ich nogami. Między nogami Alexa podskakującymi w konwulsjach. Jakby ktoś nimi grał na perkusji.
Gdy skończyli, wyprostowani stanęli nad ciałem. Przyjęli lekcję. Patrzyli na przybory. Wszyscy myśleli to samo.
Tak kończą zdrajcy.

Komentarze