top of page
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 8 kwi
  • 3 minut(y) czytania

Staliśmy z ziomkami po drugiej stronie ulicy. Ja, Siwy, Lopez i Grzywa. Nasza banda. Chodziliśmy razem do klasy. Chociaż Lopez nie powinien. Był od nas starszy o dwa lata. Miał wtedy 15. Ubrany był w dres z Adidasa. Na nogach miał nowiusieńkie czerwono-białe Predatory. Turfy.


Patrzyliśmy na nie z zazdrością. Ja na pewno. Oni chyba też, ale ręki sobie nie dam uciąć.


Z tamtego dnia pamiętam tylko dwie rzeczy. Lopeza. I naszego trenera prowadzonego przez dwóch policjantów do radiowozu.


Spięli go tak mocno, że widziałem jego sine dłonie. Policjant, który trzymał go za ramię, praktycznie wrzucił go na tylne siedzenie.


Przez chwilę nasze oczy się spotkały. Moje i stare oczy trenera. Nie wiem, jakie były moje. Ale jego wyrażały zaskoczenie. On naprawdę nie wiedział, co się dzieje.


W tamtej chwili byłem pewien, że to jakaś pomyłka.


Dalej tak myślę. I żałuję, że nigdy nie dowiem się prawdy. A jeszcze bardziej tego, że nigdy nie próbowałem.


Stoję teraz w deszczu pod parasolem. Ubrany w dres. Trochę dlatego, że przyjechałem prosto po meczu. I trochę, bo wydaje mi się, że tego by chciał. Tego nawet bardziej.


Niewielu ludzi się zebrało. Chyba sama rodzina, której nigdy nie poznałem.


Ktoś przyszedł i zapytał, kim jestem. Powiedziałem, że dziesięć lat temu byłem jego podopiecznym.


W ich oczach widać było nienawiść. Ale nic nie powiedzieli. Może zrobiliby to w innych okolicznościach. W innym miejscu. Przy innej pogodzie.


Ja nie płaczę i nie spodziewałem się łez. Tak myślałem wcześniej.


Krople deszczu uderzające w drewnianą trumnę włożoną już do grobu mają jednak w sobie takie coś, że nie wytrzymałem.


Nikt inny nie płacze. Tylko ja. Dorosły facet ubrany w dres, stojący z dala od reszty. Nie mogłem się powstrzymać. Jedna kropla deszczu to jedna łza. Tak mi się wydaje.


Nikt z moich starych kolegów nie przyszedł. W ogóle żaden z byłych jego zawodników nie przyszedł. Jakby nigdy nic dla nich nie zrobił. Jakby oceniali go tylko przez tę jedną rzecz, która - jestem pewien - nie była prawdziwa.


Pamiętam, że przesłuchiwano mnie wtedy. W obecności ojca, który sprał mnie później w domu. Zielono-granatowe siniaki na nogach miałem przez tydzień, albo i dłużej.


Powiedział, że pierwszy raz musiał być na komisariacie. Że takiego wstydu to nigdy nie czuł.


Ciekawe, kto zapłacze na jego grobie.


Nie ma tego zwyczaju tutaj. Albo tylko na tym pogrzebie. Nie wiem, bo ostatni, na jakim byłem, był dawno i nawet nie wiem u kogo.


A miałem ochotę powiedzieć tym ludziom, że on nie był tym, za kogo go uważano. Był najlepszym trenerem, jakiego znałem. Nigdy nie krzyczał. A krzyczeli wszyscy po nim. Zawsze się uśmiechał. Zawsze był pozytywnie nastawiony.


Od samego początku, gdy zacząłem u niego trenować, wspierał mnie i pomagał mi. Taki był.


I uwielbiałem te popołudnia u niego w klubie. W piwnicy. Tam, gdzie spotykaliśmy się z chłopakami i graliśmy w piłkarzyki, tenisa stołowego i w lotki.


Ale tego może bym nie powiedział, bo właśnie przez te popołudnia ostatnie dziesięć lat swojego życia spędził w więzieniu. Mogliby to źle odebrać.


A szkoda, bo teraz, gdy sam jestem trenerem, wiem, że on poświęcił całe swoje życie nam. Swoim zawodnikom. I, kurde, to go zgubiło. Tym właśnie wbił sobie nóż w serce. Zrobił harakiri.


To nie jest piękny pogrzeb. Jak to czasami o nich piszą w książkach. Jest cholernie smutny. I wkurzający.


Bo co ja bym zrobił w takiej sytuacji?


Kurde, jestem trenerem.


Co ja bym zrobił w takim momencie? Kto stanąłby w mojej obronie? Hmm. Dlaczego miałby to robić ktokolwiek?


Ja nie zrobiłem nic.


Na przesłuchaniu powiedziałem, że nigdy mnie nie dotykał w ten sposób. Powiedziałem prawdę.


I to prawda go zabiła.


Bo on nas widywał gołych pod prysznicem. Bo klepał po strzelonej bramce po plecach. I jak to mówią - wszystko, co powiesz, może zostać użyte przeciwko tobie.


Ale skąd ja miałem wiedzieć?


Opuściłem cmentarz. Wkurzony. Zły na siebie.


Wsiadłem do swojego Golfa. Zapaliłem silnik. Włączyłem wycieraczki. I tak siedziałem.


Jak zahipnotyzowany patrzyłem na krople deszczu spływające po przedniej szybie. Chyba się z nimi zaprzyjaźniłem.


Ktoś chwycił za klamkę drzwi pasażera.

Otworzył je.

Wszedł i mokry usiadł obok mnie.


Na głowie miał kaptur.


- Co jest, koleś?!


Ściągnął go.

Obrócił się w moją stronę.


Dawno go nie widziałem. Wieloletnie ćpanie i picie mocno go zmieniło. Prawie nie miał zębów. Śmierdział jak melina. Wyglądał jak jej najwierniejszy wyznawca.


Ale ja wiedziałem, że to Lopez jest.


-  Nie wiem, dlaczego to zrobiłem - powiedział.

1 komentarz


Joker
08 kwi

Kiedy kolejna część?

Polub
bottom of page